Regulamin strony

Polityka prywatności

"Bądź błogosławiony, Panie,

niech Cię chwali wszystko stworzenie,

za tyle łask, z których największa ta,

żeś mi pozwolił służyć Ci w Zakonie!"

 

- św. Teresa od Jezusa

Klasztor Mniszek Bosych Zakonu NMP z Góry Karmel

pw. Ducha Świętego i św. Józefa w Warszawie

„Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4,20b) – pisał św. Jan Apostoł. Św. Teresa potwierdza w swoich pismach tę ewangeliczną zasadę i  podaje dwa kryteria miłości: troska o prawdziwe dobro drugiego człowieka oraz bezinteresowność połączona z wielkodusznością.

Kto kocha, chce naprawdę dobra tego, kogo kocha. A czym jest prawdziwe dobro? Gdzie jest prawdziwe szczęście nasze i drugiego człowieka? Teresa wie, że nie doświadczymy go poza Bogiem. Tylko relacja miłości z Bogiem może w pełni zaspokoić serce człowieka. I odwrotnie, gdy ktoś grzeszy, żyje jakby Boga nie było, lekceważy Jego przykazania, zdąża drogą do własnej zguby. Dlatego ten, kto kocha, chce zrobić wszystko, by osoby przez niego kochane żyły jak najbardziej z Bogiem i dla Boga. I angażuje w to wszystkie swoje siły.

Nie myślmy jednak, że Teresa zachęca do moralizatorstwa czy ciągłego wytykania wad innym. Ona myśli bardziej ewangelicznie. Z jednej strony, wie, że nie należy wahać się przed ukazaniem prawdy, gdy tego wymaga sytuacja. Z drugiej, ma świadomość, że same upomnienia słowne rzadko są w stanie wzruszyć serce. Zdecydowanie głębiej przenika miłość, modlitwa, ofiara i przykład własnego życia. Dlatego św. Teresa radzi swoim siostrom i nam wszystkim: „Najwięcej powinno cię boleć, gdy spostrzeżesz … widoczną jaką wadę czy niedoskonałość; umieć tę wadę cierpliwie znosić i nie objawiać z jej powodu zdziwienia czy zgorszenia, to będzie miłość prawdziwa. (…) Będziesz więc gorąco tę [osobę] polecała Bogu, będziesz ze wszystkich sił twoich starała się spełniać jak najdoskonalej cnotę przeciwną tej wadzie…” (7,7).

Prawdziwą miłość Teresa opisuje następująco: „jest to… miłość zupełnie bezinteresowna, podobna do tej, jaką nas umiłował Chrystus. Dlatego też ci, którzy dojdą do tego stanu i tego stopnia miłości, tyle wkoło siebie czynią dobrego. Dla siebie tego tylko pragną, by mogli wziąć wszystkie bóle i ciężary drugich, aby ci cieszyli się słodkim owocem pociechy i zasługi, który z nich się rodzi” (7,4).

Ta bezinteresowność i wielkoduszność nie ma dotyczyć jedynie sytuacji wyjątkowych – modlitwy za kogoś, kto nie idzie dobrą drogą – ale ma rozciągać się na całe życie w jego najdrobniejszych przejawach. Teresa podaje przykłady: wziąć na siebie trudniejszą pracę; być z innymi i dawać im radość, mimo że akurat samemu nie ma się na to ochoty; zrezygnować z tego, co się lubi, gdy trzeba pomóc komuś innemu… Jednym słowem: zawsze bardziej szukać pożytku drugiej osoby, która stoi obok mnie, niż swojego własnego.

Czy to nie za trudna droga?

Na pewno odwraca ona całkowicie nasze zwyczajne myślenie. Ale odkryć, jaką radość kryje w sobie dawanie – a przede wszystkim dawanie siebie – może tylko ten, kto zacznie dawać. Tu sprawdzają się słowa Pana Jezusa: „Moje jarzmo jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. I to jest początek, a zarazem punkt dojścia w modlitwie – KOCHAĆ.

 

 

 

 

 

 

 

 

Miłość bliźniego

13 lutego 2021